reallifestories.top


Biegły sądowy i pozorowanie badań na korzyść ubezpieczyciela

Lata temu Tomek miał wypadek samochodem w którym ucierpiał jego kręgosłup (szyja oraz przede wszystkim część lędźwiowa). Zmuszony został przejść rehabilitację a ponieważ ubezpieczyciel sprawcy nie wywiązał się ze swoich zobowiązań, Tomek zdecydował się go pozwać. W rezultacie dostał skierowanie na badanie przez biegłego sądowego na które się stawił we wskazanym miejscu, dniu i godzinie. Biegły pominął całą, przesłaną mu dokumentację medyczną wręcz kpiąco twierdząc że takowej nigdy nie otrzymał pomimo faktu że Tomek przesłał mu ją osobiście odpowiednio wcześniej zgodnie z jego własnym życzeniem. Następnie celowo bagatelizował wszelkie fakty mogące świadczyć na niekorzyść ubezpieczyciela i przeprowadził (jeśli można to w ogóle tak nazwać) badanie które nawet laik uznałby za fikcję. Całe spotkanie (w tym badanie) trwało około 15-15 minut podczas gdy oficjalnie wpisał w dokumentach że trwało ono 2-3 godziny (Tomek już dokładnie nie pamięta). Ostateczny „werdykt” lekarza był taki że wszelka rehabilitacja i negatywne skutki zdrowotne nie były skutkiem tego wypadku samochodowego.