Pewnego dnia rano była już żona poprosiła Tomka o podwiezienie jej gdzieś samochodem. Sama mimo posiadanego prawa jazdy, nie jeździła. Ponieważ poprzedniego wieczoru trochę Tomek wypił więc nie był pewny czy może. Wziął więc TAXI czy też jakiegoś Ubera i pojechał na najbliższą komendę poprosić o zbadanie go alkomatem. Na miejscu oczywiście najpierw upewnili się że nie przyjechał samochodem samodzielnie a następnie kazano mu czekać. Po długim bo bodajże kilkunastominutowym oczekiwaniu raczył przyjść pan policjant z alkomatem w ręce ale zamiast dać mu możliwość skorzystania z niego (zgodnie z tym jak to zapewniano publicznie w mediach) zaczęto mu robić pod górkę i zarzucono masą pytać w stylu: A czy nie może jechać ktoś inny? A czy wczoraj jak pił to piwo to czy nie wiedziałem że będzie musiał dziś gdzieś jechać? A czy nie może to poczekać do jutra? etc.
Tomek zdenerwował się i w końcu dość ostro powiedział że nie ma obowiązku się z tego tłumaczyć i jeśli można to poprosi alkomat a jeśli nie to żegna i nie będzie bezsensownie dyskutował. Z wielką łaską pan policjant podał mu w końcu alkomat, on dmuchnąłem i … zielone.
Tomek odniosł wrażenie że go to zezłościło bo na odchodnym rzucił złośliwie że to jeszcze nic nie znaczy bo ciągle możę mieć jeszcze alkohol we krwi.
A Tomek myślał że policja powinna się cieszyć jeśli ktoś odpowiedzialnie chce się przetestować przed ewentualną jazdą a nie robić mu pod górkę…